czwartek, 4 września 2014

czasomierz

Po raz kolejny utonęłam w świecie nierealnym. Świecie tych wszystkich kolorowych blogów o podróżach, o jedzeniu, o rzeczach ładnych. I za każdym razem łapię doła. Ale jak to? Skąd ludzie mają na to tyle czasu, tyle energii, tyle pieniędzy? Ja nie mam... Nie mam sekundy, żeby podrapać się po nosie, nie mam też czasu, żeby pomyśleć o tym, co zrobić, żeby choć na chwilę się odprężyć, bo przecież na ten odpoczynek nie mam czasu. Może czas sprzedają na bazarze? No tak, ale tutaj znowu nasuwa się brak pieniędzy. A może ludzie go po prostu kradną? Tak, na pewno to właśnie tak działa, skoro pierwszy milion podobno trzeba ukraść, żeby się wzbogacić, podobnie musi być z czasem.

Nie wiem czy kiedykolwiek miałam tak, że nie planowałam. Może miałam, ale tamtego życia nie pamiętam. A teraz? Pracę kończę o godzinie X, o godzinie Y trzeba zrobić obiadokolację, a o godzinie Z położyć się spać. I wcale nie mam pracy na etacie!

Ach... kiedyś nie doceniałam czasu, marnowałam go na nudzenie się. Na truciu rodzicom głowy, żeby wynaleźli jakąś rozrywkę, na co oni zawsze mówili, że mam się rozebrać i pilnować rzeczy. Swoją drogą, ciekawe czy ktoś kiedykolwiek to zrobił. Może właśnie stąd wzięły się np. internety, bo a nóż widelec to bardzo inspirujące zajęcie?

Tak, teraz doceniam minuty. Ba! Sekundy! Kiedy w końcu mogę się położyć, kiedy przed zamknięciem oczu planujemy naszą małą wielką przyszłość, kiedy łapię każdy Jego uśmiech, kiedy to On mnie rozśmiesza, kiedy całuje, kiedy zasypia. I wiem, że w końcu będzie troszkę luźniej, wiem, że będą dni kiedy minuty zamienią się w godziny, a nam nadal będzie mało.



Brak komentarzy: